Podczas organizowanej cyklicznie akcji "Prędkość", ostródzcy policjanci skontrolowali ponad 70 pojazdów i nałożyli 32 mandaty karne za przekroczenie prędkości przez kierujących.

W środę 22 marca w Urzędzie Miejskim w Ostródzie spotkali się Komendant Powiatowy Policji nadkomisarz Marcin Danowski i Komendant Straży Miejskiej Jacek Pietrzyk. Celem spotkania było wypracowanie koncepcji wspólnych działań policjantów i funkcjonariusz Straży Miejskiej, którzy wspomagać będą dzielnicowych w codziennej służbie. Efektem porozumienia jest wyznaczenie wspólnych dla funkcjonariuszy obu służb rejonów.

We dwóch zameldowali się w jednym z ostródzkich hoteli, ale nie chcieli płacić za pobyt. Rachunek miał uregulować pracodawca jednego z nich. Gdy obsługa hotelu zorientowała się, że ma do czynienia z oszustami, powiadomiła o wszystkim policjantów. Mężczyźni trafili do aresztu, a po wytrzeźwieniu usłyszeli zarzut próby oszustwa.

Ostróda i jej okolice przedstawiane są w licznych wydawnictwach promocyjnych i na portalach turystycznych jako kraina pełna jezior, utkana gęsto plażami, oferującymi gościom i tubylcom najwspanialszą w świecie rekreację. Gdy sięgnąć w głąb dziejów, okazuje się, że nasi praprzodkowie takich możliwości mieli równie dużo, a może nawet więcej. Przy tych możliwościach jednak nie traktowali nadjeziornych i nadrzecznych plaż jako wczasowisk – były to dla nich miejsca zamieszkiwania i pracy.

Podczas Wystawy Światowej w Paryżu w 1900 roku drzewa z Lasów Taborskich reklamowane były jako "najlepszy sosnowy surowiec świata". Wysokiej jakości drewno spod Ostródy było jednym z najlepszych towarów eksportowych Prus Wschodnich i wykorzystywano je m.in. do budowy masztów żaglowców.

Tabórz zwykł nam się kojarzyć z sosną taborską. Przyrodnikom z rezerwatem tego wyjątkowego drzewa, miłośnikom historii z jego zastosowaniem – od wieku XVI, a może i wcześniej – do produkcji strzelistych masztów okrętowych. I na takiej wiedzy najczęściej poprzestajemy.

Po przyłączeniu do Ostródy tylko Kajkowa i Lubajn, miasto zyskałoby około 2 tysięcy nowych mieszkańców. Gdyby wchłonęło wszystkie dziewięć podostródzkich wsi, miałoby dwukrotnie większą powierzchnię i byłoby miastem prawie 40-tysięcznym. Zamiast tolerować istniejącą od lat fikcję, najwyższy czas poważnie zabrać się za powiększenie Ostródy!

Według wyników ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego (2011 rok), tylko co dziesiąty ostródzianin legitymuje się wykształceniem wyższym. Najwięcej mieszkańców miasta ukończyło podstawówkę (28%) lub zasadniczą szkołę zawodową (22,7%).

21 stycznia 1945 roku dobiegła końca historia niemieckiej Ostródy. Kilka miesięcy później, miasto po raz pierwszy w swoich dziejach znalazło się w granicach administracyjnych Polski. Kim byli pierwsi polscy osadnicy, którzy przybyli tu ponad 70 lat temu?

Rozmaitości

Grid List

Oberlandzki, Ostródzko-Elbląski, Elbląsko-Ostródzki, Elbląski – jakby go nie nazywać, kanał łączący mazurskie jeziora z Bałtykiem to unikat na skalę światową. O jego wyjątkowości, oprócz zapierających dech w piersiach krajobrazów, decyduje oryginalny system śluz i pochylni, dzięki któremu jednostki pływające bez problemu pokonują ponad stumetrową różnicę poziomów wody i dosłownie płyną po trawie.

W Zielone Świątki roku 1946, które przypadały 9 czerwca, dowodzony przez wachmistrza Henryka Wieliczko „Lufę” 4 szwadron 5 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej rozkłada się biwakiem w lesie nad Kanałem Oberlandzkim (obecnie Ostródzko-Elbląskim), pomiędzy wsiami Liksajny i Miłomłyn. To trzeci dzień pobytu oddziału na Mazurach. Po koncentracji Brygady w leśniczówce Witoszewo, szwadron wachmistrza „Lufy”, przy którym od tej pory miał przebywać sam major „Łupaszka”, otrzymał najbardziej odpowiedzialne zadanie ze wszystkich oddziałów – rozpoznać zachodnią część Mazur.

Długie zatoki Jeziora Drwęckiego wrzynają się głęboko w gęste lasy, które swoimi ramionami ujmują Ostródę z trzech stron. Ten, kto przepłynie jezioro żaglówką lub zimą przemierzy je na łyżwach aż do leśniczówki za mostem, wnet może znaleźć się w pięknym wysokopiennym lesie urodziwych sosen, buków i jodeł. Jeśli nasz wędrowiec uda się na północny wschód, już po 20 minutach dotrze do małego, prawie okrągłego leśnego jeziorka, przebłyskującego spomiędzy potężnych pni sosen. Wszędzie tu rozciąga się dywan bujnie rozkrzewionych wrzosów. Lustro jeziora robi wielkie wrażenie, jest prawie czarne i lśni niczym wypolerowana stal. Gęsty las, wiotkie, delikatne trzciny, wysokie leszczynowe zarośla chronią jezioro przed podmuchami wiatru i wygląda to wszystko jak rzęsy czarnego oka, które spokojnie, z niewzruszonym smutkiem patrzy w niebo. Co ciekawe, brzegi jeziora nigdzie nie są zabagnione, wrzosy rozrosły się więc prawie aż do lustra wody. Cisza tego jeziora, przez które tylko czasem przepłynie samotna łyska lub para nurów, jest tak doskonała, wręcz niesamowita, że nawet najbardziej rozgadane grupy wędrowców, jeśli znajdą się tu przypadkiem, milkną zaskoczone widokiem Czarnego. Tak, Czarne Jezioro ma swoją tajemnicę.

zgoda
Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.
Możesz samodzielnie decydować o tym czy, jakie i przez jakie witryny pliki cookie mogą być zamieszczana na Twoim urządzeniu. Przeczytaj: jak wyłączyć pliki cookie. Szczgółowe informacje na temat wykorzystania plików cookie znajdziesz w Polityce Cookie.