Ostródzcy kryminalni zatrzymali trzech poszukiwanych mężczyzn. Jeden z nich poszukiwany był listem gończym. Wszyscy trafili do policyjnego aresztu, skąd będą przewiezieni do Zakładu Karnego.

Kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności grozi 60-letniemu mężczyźnie, który znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją rodziną. Policjanci postawili mężczyźnie zarzut i wystąpili do prokuratury z wnioskiem o tymczasowy areszt.

Wykonawca budowy drogi ekspresowej S7 na odcinku Ostróda Północ – Ostróda Południe informuje, że na środę 18 stycznia zaplanowano przełożenie ruchu z drogi krajowej DK7 na jedną jezdnię nowej drogi ekspresowej S7.

21 stycznia 1945 roku to w historii Ostródy przełomowa data. Tego dnia żołnierze Armii Czerwonej przekroczyli południowe granice miasta i po kilkunastu godzinach przejęli nad nim pełną kontrolę. Ostróda była słabo broniona przez niewyszkolony oddział Volksturmu (pospolitego ruszenia). Niemcy spodziewali się natarcia na Prusy Wschodnie w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich i tam skoncentrowali swoją obronę. Sowieci zaatakowali tymczasem od południa, okrążając i spychając ich do Bałtyku.

Kiedy już spalono wszystko to, co miało zostać spalone, rozmontowano i wywieziono do ZSRR wszystko to, co miało zostać wywiezione, dowódca sowieckich wojsk okupujących Ostródę zgodził się przekazać władzę w mieście polskiemu staroście, Stefanowi Cendrowskiemu. Nie bez oporów.

Sprawa ta w ciągu pół wieku milczenia obrosła miejscową legendą. Niektórzy ze starszych mieszkańców Ostródy opowiadają o wielkiej strzelaninie, w której zabito od kilkudziesięciu do kilkuset żołnierzy sowieckich. Jej przyczyną miał być zamiar zdemontowania i wywiezienia na wschód obecnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Inny powód, jaki podawano, to demontaż i wywóz torów kolejowych linii Ostróda – Olsztyn oraz Ostróda – Działdowo. Polegli żołnierze sowieccy mieli spocząć na obecnym cmentarzu przy ulicy Jagiełły. Inne relacje mówią o topieniu zwłok zabitych w Jeziorze Drwęckim.

21 stycznia 1945 roku dobiegła końca historia niemieckiej Ostródy. Kilka miesięcy później, miasto po raz pierwszy w swoich dziejach znalazło się w granicach administracyjnych Polski. Kim byli pierwsi polscy osadnicy, którzy przybyli tu ponad 70 lat temu?

Na imię mi Kurt. W czterdziestym piątym miałem siedem lat. Mieszkaliśmy na kolonii, trzy kilometry od wsi. W styczniu nie uciekaliśmy. Mama nawet coś zaczęła przebąkiwać, ale ojciec uciął szybko: Nigdzie nie będziemy uciekać. Gdzie ty chcesz, kobieto, iść w ten mróz z małymi dziećmi? W Dąbrównie już są, w Nowej Wsi są, nie wiadomo co się dzieje na Lubawę. Wszędzie strzały. Gdzie uciekać? Ojciec w wojsku nie był, nawet do Volkssturmu go nie wzięli, chociaż brali wszystkich. Prawie wszyscy wrócili. A ojciec nie przeżył.

Z księdzem Wojciechem Płoszkiem - proboszczem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Ostródzie - o dawnych i współczesnych Mazurach, religii i polityce rozmawia Adrian Godlewski.

Rozmaitości

Grid List

Oberlandzki, Ostródzko-Elbląski, Elbląsko-Ostródzki, Elbląski – jakby go nie nazywać, kanał łączący mazurskie jeziora z Bałtykiem to unikat na skalę światową. O jego wyjątkowości, oprócz zapierających dech w piersiach krajobrazów, decyduje oryginalny system śluz i pochylni, dzięki któremu jednostki pływające bez problemu pokonują ponad stumetrową różnicę poziomów wody i dosłownie płyną po trawie.

W Zielone Świątki roku 1946, które przypadały 9 czerwca, dowodzony przez wachmistrza Henryka Wieliczko „Lufę” 4 szwadron 5 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej rozkłada się biwakiem w lesie nad Kanałem Oberlandzkim (obecnie Ostródzko-Elbląskim), pomiędzy wsiami Liksajny i Miłomłyn. To trzeci dzień pobytu oddziału na Mazurach. Po koncentracji Brygady w leśniczówce Witoszewo, szwadron wachmistrza „Lufy”, przy którym od tej pory miał przebywać sam major „Łupaszka”, otrzymał najbardziej odpowiedzialne zadanie ze wszystkich oddziałów – rozpoznać zachodnią część Mazur.

W zakamarkach pamięci dawnych ostródzian zachowała się opowieść o pewnym wyrobniku imieniem Jost, który mieszkał niedaleko Ostródy, w dawnym krzyżackim majątku Symsy (dzisiejsze Marciniaki). Jego dom stał na północ od folwarku, w cieniu niewielkiego bukowego lasu. Historia działa się na początku XVII wieku, w czasach kiedy ostródzianom żyło się raz gorzej, raz lepiej. Ot, żyli z dnia na dzień, często o zmierzchu topiąc smutki w kuflu niezbyt wyszukanego ostródzkiego piwa zwanego Dünebacken, czyli cienkusz.